niedziela, 30 kwietnia 2017

Rozdział 6 cz.1



Omen
W poprzednim rozdziale:

W cz.1
Aleks spotkał się z Strąconymi i zapłacił im za wykonaną robotę jaką było wprowadzenie Ksawerego i Malwiny do domu, kiedy ci przyszli do Wymiaru Strąconych, i przekazanie im łańcuszka Ewy oraz udawanie, że chcą im pomóc – (fragment R4.cz.3). Zastanawiali się kim jest Sara i dlaczego Aleks tak usilnie jej szuka, ale nie wydedukowali nic szczególnego. Intrygowało ich także dlaczego dziewczyna nie może przekroczyć Bariery skoro jest Refaim, ale na to również nie mieli pomysłu.

W cz.2
Maks wraz z siostrą i Tristanem zastanawiali się, gdzie mają pójść, żeby byli bezpieczni. Sara po raz drugi, od ataku, słyszała w głowie głos Aleksa, który postawił jej ultimatum: ona za Ewę. Maks rozkazał siostrze, aby go nie słuchała, ponieważ są to po prostu sztuczki, które mają ją nakłonić do oddania się w ręce Damnatów. Zadzwonili do Joanny, ale nie odebrała połączenia. Nie wiedzieli co mogło się stać, pierwsze co im przychodziło na myśl to, to że ją również napadli. Z kolejnym zmartwieniem i kolejną niewiadomą ruszyli do domu Tristana, co zaproponował im, sugerując najbezpieczniejsze rozwiązanie na obecną chwilę. Skoro Damnaci myśleli, że ukryli się w Wieży, nie szukaliby ich, gdzieś indziej, a jeśli zorientowaliby się, to zajęłoby im to jakieś kilka dni.
Ewa obudziła w ciemnym pomieszczeniu, cuchnącym wilgocią. Nie pamiętała w jakiś okolicznościach straciła przytomność. Ledwie przypominała sobie wydarzenia, ale doskonale pamiętała zapłakaną twarz Sary. Będąc samej w ciemności, rozmyślała o przeszłości i decyzjach jakie podjęła, aby chronić rodzinę. Nie żałowała niczego, co zrobiła. Winiła się jedynie, że ich odnaleźli i przez nią dzieci są w niebezpieczeństwie. Jednak nie żałowała, że nie powiedziała im prawdy. Po jakimś czasie usłyszała kroki w pomieszczeniu i męski głos, który z radością poinformował ją, że niedługo odnajdą Sarę.

W cz.3
Maks, Sara i Tristan przyjechali do domu Tristana i Maks zaczął opowiadać siostrze mniej więcej o Sakralnym Świecie, głównie odpowiadał na jej pytania, bo sam nie wiedział jak miał zacząć i co mówić. Dziewczyna w pewnym momencie zezłościła się na Ewę, że ukrywała ją i okłamywała, ale Tristan wytłumaczył jej dlaczego, najprawdopodobniej, to robiła. Jego monolog podziałał też na Maksa. Sara z załagodzonymi uczuciami wykąpała się i poszła położyć, ale sen nie chciał do niej przyjść. Zastanawiała się czy poczytać książkę, ale stwierdziła, że nie chce utożsamiać się z postaciami, których emocje mogą być podobne do jej emocji i uczuć. Później przyszedł Maks, aby sprawdzić czy siostra już zasnęła. Dziewczyna nie spała, borykając się z myślami, więc zeszła z bratem do salonu, a chłopcy opowiedzieli jej nieco więcej o Sakralnym Świecie, to co chciała wiedzieć.
Po jakimś czasie Aleks znów wdarł się do jej głowy, pokazując strasznie obrazy przedstawiające Ewę w opłakanym stanie. Zapytał czy na pewno nie chce się wymienić, że jak to zrobi, to jej się nic nie stanie, a Ewa będzie żywa. Sara pod wpływem emocji, bólu i strachu wrzasnęła w duchu, aby przestał, co podziałało i poskutkowało straceniem przytomności. Po kwadransie ocknęła się. Opowiedziała chłopakom, co widziała, a przerażony Maks, bojący się, że Sara chce się zgodzić na wymianę, zapewniał ją, że są to kłamstwa. Obaj zapewniali ją, że Ewa żyje, bo to ze względu na nią, porwali kobietę. Nie pocieszyło to dziewczyny, ale wiedziała, że obaj mieli racje. Bała się jedynie, że mogą nie być w stanie odbić Ewy i nie oddać im jej samej.
Ksawery z Malwiną po przeszukaniu Wymiaru Strąconych, opuścili go. A, kiedy wyszli telefon Ksawerego rozdzwonił się. Były to SMS-y od Maksa, który informował go, że Aleks może kręcić się koło domu, że nie mogą dodzwonić się do ciotki, oraz że Sara nie mogła przejść przez Barierę i są teraz u Tristana. Zadzwonił do młodszego brata wściekły na siebie, że go z nimi nie było. Maks streścił mu wydarzenia i zastanawiając się nad tym, o co zapytała go Sara, Maks zapytał Ksawerego, czy ona nie jest na pewno adoptowana. Ksawery definitywnie temu zaprzeczył.

Końcówka poprzedniego rozdziału:

– Absolutnie nie – zaprzeczył ostro. – Ona jest krwią i kością naszej rodziny. To jest niemożliwe. Musi istnieć jakiś inny powód – mówił rzeczowo i gniewnie. – Jak ona się w ogóle czuje? – w jego głosie pojawiła się troska.
– Na pewno przerażona, ale na razie opowiadamy jej co i jak, więc nie myśli o tym co się stało. A przynajmniej, teraz, chowa uczucia, jak to ona – wyrwał mu się krótki dźwięk śmiechu.
– W porządku. – Uspokoił się nieco. – Przyjedziemy za jakąś godzinę.
– Czekamy.
Rozłączył się i schował komórkę do kieszeni.
– I?
– Opowiem ci po drodze – westchnął.
Pokiwała głową i ruszyli w stronę parkingu.    
Oboje czuli, że na odnalezieniu Ewy dni szaleństwa się nie skończą. Ksawery był pewien, że za jej porwaniem i próbą schwytania Sary kryje się coś więcej niż mówiła mu matka.

~*~
Sara nie poszła spać mimo że chciała zostać sama i na spokojnie przetrawić wszystko, co ją spotkało i czego się dowiedziała. Jednak nie wydawało się to jej dobrym pomysłem. Nie wiedziała dlaczego, ale bała się zostać sama. Zamiast tego, nadal siedziała z chłopakami w salonie i pytała ich o wszystko, co tylko przyszło jej do głowy. Spora część pytań dotyczyła Aniołów, które to uwielbiała jeszcze z czasów swojego normalnego życia.
– Więc każdy człowiek ma Anioła Stróża, ale my nie – podsumowała Sara. – Trochę to niesprawiedliwe – stwierdziła zniesmaczona.
Czuła się wręcz oburzona; skoro wszyscy są dziećmi Bożymi, to dlaczego tylko ludzie mają opiekujących się nimi Aniołów, a Refaim już nie? Przecież walczą w obronie ludzi, trzy czwarte ich życia to walka z Potępionymi, czyli Demnotami… czy jakoś tak (nie mogła zapamiętać tej nazwy) i demonami.
– Nie, jeśli weźmiesz pod uwagę, że my mamy w sobie naturę Aniołów i w każdej chwili możemy ukryć się w Sanktuarium, gdzie nie ma wstępu żaden z Damnatów – wyjaśnił jej Tristan, mocno podkreślając ostatnie słowa. – My potrafimy się przed nimi bronić. Ludzie są całkowicie bezsilni wobec nich i dlatego potrzebują Stróżów. Do tego są zwyczajnie słabsi, a ich dusze są rozdzielone pomiędzy nich a ich Stróżów.
Dziewczyna skrzywiła się nieco, jakby niechętnie przyznawała mu rację.
Dziwnie się poczuła, wiedząc, że żaden anielski wysłannik nad nią nie czuwa. Nie była zbyt religijną osobą, wiara po prostu ją fascynowała i inspirowała, ale często zastanawiała się, czy ktoś lub coś nad nią nie czuwa. Co innego nie mieć pewności i zastanawiać się nad tym, a co innego wiedzieć o tym.
– Anioły upadają cały czas, prawda?
Obaj chłopcy jej przytaknęli.
– A co by się stało jakby taki Anioł Stróż upadł? Człowiek zostałby bez opieki? – zapytała zaintrygowana.
Ciekawiło ją, czy człowiek może nie posiadać Stróża, no bo skoro Anioły mogą upaść to taki Stróż tym bardziej. Przebywa wśród ludzi praktycznie cały czas, jest bardziej narażony na to zepsucie, sięgnięcie po „zło ludzkie”, a w konsekwencji upadek. Może ci wszyscy ludzie, którzy dopuszczają się mordów, terroryzmu i tego wszystkiego nie posiadają Stróżów? – zastanawiała się w myślach.
– Nie – Maks pokręcił głową. –  Wówczas człowiek dostaje innego Stróża, a jego poprzednik trafia do Wymiaru Strąconych, czyli tam, gdzie byli Ksawery i Malwina – dodał. – Albo do innych, jeśli ma cięższą winę.
– Okay – powoli skinęła głową. – Ale człowiek dostaje nowego Stróża od razu? Nie ma żadnego… nie wiem, rytuału, czy coś?
– Wyjaśnię ci to inaczej, od początku – Maks westchnął z lekka poirytowany. Cieszył się, że jego siostra oswoiła się jakoś z tym, co się stało, i że chce dowiedzieć się jak najwięcej, ale tłumacząc jej wszystko, o co pytała musiał wykorzystywać zapasowe pokłady cierpliwości. Był pewien, że jej pytania oparte są na książkach, które czytała. Na słowa „rytuał”, lub „magia” skakało mu ciśnienie. Fantazyjny świat książek wyglądał zupełnie inaczej niż ten, do którego trafiła. I usiłował jej to przetłumaczyć. – Każdy człowiek tuż po poczęciu „dostaje” duszę i Stróża, z którymi się rodzi. Stróż jest częścią duszy człowieka, jest z nią złączony – gestykulował, obrazując jej mniej więcej to, o czym mówi. – Stróż zawsze czuje to, co podopieczny, a czasami też i na odwrót. Stróż jest dobrym głosem wewnętrznym człowieka. Anioł Stróż chroni podopiecznego przed dokonaniem „tego złego wyboru”, wpływając na niego swoją częścią duszy. Bywa jednak tak, że człowiek tłamsi ten głos i dziwne odczucia, bo natura, wolna wola, lub wpływy demonów zwyciężają, ale o tym później. Są również przypadki, gdzie to człowiek stacza swojego Stróża… – Sara weszła mu w słowo.
– Bo ich dusze są połączone? – zapytała jak pięciolatka, której matka coś tłumaczy. Patrząc z boku tak właśnie wyglądało tłumaczenie Sarze podstaw Sakralnego Świata.
– Zgadza się – pokiwał głową. – Stróż może zostać też unicestwiony, bo ich się nie da zabić tak po prostu. Może też zwyczajnie dopuścić się grzechu i zostać Strąconym. A, kiedy już coś zaburzy funkcję Stróża, zostaje on osądzony. Tutaj o szczegóły trzeba pytać Skrzydlatych Świętoszków – powstrzymał się przed wywróceniem oczami. – Cząstka duszy podopiecznego jest wyrywana Aniołowi i… Tutaj znowu anielska tajemnica, bo nie wiadomo, co się z nią dzieje – wzruszył ramionami. – Wybierany jest nowy Stróż, któremu jest przekazywana cząstka duszy, a człowiek może cieszyć się znów anielską ochroną – zabrzmiało to nader cynicznie.
Sara zastanawiała się, dlaczego Maks tak nie lubi Aniołów, co wyraźnie było widać, w sposobie w jaki o nich mówił. Ona sama nie była pewna, co o nich sądzić, bo pierwszego tak się przeraziła, że nie mogła się ruszyć, a drugi wywarł na niej całkiem dobre wrażenie. A te w książkach emanujące tajemniczością i seksapilem stanowiły jedynie element wyobraźni autorek, więc niestety nie mogła brać ich pod uwagę. Nie mogła też zapominać, że jej brat ma dłuższy staż w poznawaniu Aniołów. Zastanawiała się, czy jakiś, kiedyś nie zalazł mu za skórę… Muszę go o to, kiedyś zapytać – postanowiła.
– Warto też dodać, że dusza, która jest po za istotą Stróża nie może dostać się w „złe łapki”, ponieważ krótko mówiąc byłoby niedobrze – dorzucił Tristan. – Dlatego też jednym z naszych zadań jest pilnowanie, aby żadna dusza nie dostała się w te „złe łapki”. Panowanie nad ludźmi równa się władza – podsumował dość poważnym tonem.
– Trochę to przerażające – stwierdziła po chwili.
Czuła się nieco zastraszona, albo wystraszona; „musisz to robić, bo inaczej będzie źle i ty też na tym ucierpisz”, mniej więcej tak postrzegała pracę Refaim po opowieściach przyjaciół. Nie mniej, była zadowolona z wykładu jakiego jej udzielili. Nie sprawiło to, że całkowicie zapomniała o makabrycznych wydarzeniach, ale zrozumiała mniej więcej, o co chodzi i jakimi regułami kieruje się ten świat. Chyba nawet uspokoiła się trochę dzięki temu. Fascynowało ją to, chciała dowiedzieć się jak najwięcej, a ciekawość skutecznie przegoniła pragnienie snu i nie dające jej spokoju myśli. A nawet, jeśli udało im się wysunąć na pierwszy tor, dowiadywała się czegoś, co uciszało je; czasami dostawała odpowiedzi zanim jeszcze zadała pytanie.
– Taki jest ten świat – Maks wzruszył ramionami, chcąc wyrazić tym samym, że nic się na to nie poradzi.
– Nie mogę uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się tuż obok, że to wszystko istnieje… Tyle przeczytanych książek, obejrzanych filmów, snucia teorii… Nie wiem przez kogo nie mogłam żyć w tym wszystkim, ale dowiem się i pożałuje tego, co zrobił – zagroziła pół żartem. Jej twarz umalowana była w groteskową hardość.
– Aha, już to widzę – sarknął Maks.
Tristan zaśmiał się, a Sara wciągnęła głęboko powietrze napinając pierś i spojrzała rzeczowo na brata.
– Mam ci przypomnieć, kto komu złamał piszczel? Nie na darmo ćwiczę sztuki walki. – I tuż po wypowiedzeniu tych słów olśniło ją, ale nie dała po sobie niczego poznać. Mama specjalnie zapisała mnie na nie, żebym nauczyła się walczyć.
Maks spojrzał na nią zszokowany przez ułamek sekundy.
– A… Czyli jednak to nie trzy lata starszy Rudy, znokautował cię na treningu… – Tristan dodał dwa do dwóch, pamiętając, że Maks tylko raz miał nogę w gipsie. Spojrzał na przyjaciela z miną nauczyciela, który przyłapał ucznia na kłamstwie. – Tylko trzy lata młodsza siostrzyczka.
Sara zaśmiała się.
– Zrobiła to z zaskoczenia! A po za tym stałem odwrócony tyłem do niej, a ta się wkurzyła, bo przez przypadek zalałem jej rysunek kawą – usprawiedliwiał się. Próbował przynajmniej. – A i tak to ja byłem wygranym, bo ta żmija dostała trzy tygodnie szlabanu.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi i chęć Sary na przyłożenie Maksowi znikła jeszcze szybciej niż się pojawiła. Wszyscy równocześnie spojrzeli w ich stronę. Mieli nadzieję, że Ksawery z Malwiną wrócili z jakimikolwiek informacjami.
Tristan poszedł otworzyć drzwi i wrócił po chwili w towarzystwie małżeństwa.
– Macie coś? – zapytał szatyn, gdy tylko zobaczył brata w salonie.
– I tak i nie – odparł z wyraźną mieszanką zmęczenia i zdenerwowania.
Usiadł w fotelu, a kobieta obok niego na materiałowej poręczy siedziska. Tristan z  powrotem usiadł obok Sary.
– Mamy jedynie kilka adresów kryjówek Damnatów i informację, niepewną, że ukrywają mamę w jednym z nich – odpowiedziała Malwina. – Będziemy szukać w każdym, aż ją znajdziemy. Nie ma innego wyjścia.
– Przecież to może trwać i trwać. Pójdziemy do jednego to przeniosą ją do innego, albo w ogólne gdzieś indziej. A jeśli się uprą to mogą ją nawet sprowadzić do...
– Wiem – przerwał mu ostro Ksawery i spojrzał na młodszego brata, patrząc na niego płonącymi oczyma przez chwilę. – Ale powiedz mi, co innego możemy zrobić? Może być tak jak mówisz, a może być tak, że pójdziemy do pierwszego i ją znajdziemy.
Sara, słysząc po raz drugi jak jej najstarszy brat przerywa Maksowi, gdy ten próbuje powiedzieć, gdzie mogli zabrać mamę domyśliła się, że nie chcą jej o czymś powiedzieć. Poczuła jak złość w niej rośnie. Rozumiała to i była wdzięczna, że starają się ją chronić i próbują znaleźć mamę, ale nie powinni jej okłamywać, ani niczego przed nią ukrywać. Jakby nie było dziewczyna była teraz w centrum tego wszystkiego i to od niej zależało czy odzyskają mamę po dobroci, czy siłą. A kłamstw i sekretów było już zbyt wiele. Nie pozwoli, aby znów ich dokładali. Nie pozwoli znów się okłamywać.
– Możecie mi powiedzieć, gdzie? – skakała spojrzeniem od jednego do drugiego brata.
– Co, gdzie? –  zdziwił się Maks.
– Mogą sprowadzić mamę do... – przytoczyła jego słowa przeciągając ostatni wyraz, oczekując odpowiedzi.
Milczeli, co jeszcze bardziej ją rozgniewało.
– No mówcie! – krzyknęła. – Nie sądzicie, że już za długo żyłam w niewiedzy? Że już wystarczy tych sekretów? Postawcie się na moim miejscu i spróbujcie mnie zrozumieć – poprosiła już odrobinę spokojniejszym tonem.
Ksawery westchnął. Musiał jej to powiedzieć. Najgorszym było to, że nieważne w jaki sposób by się to powiedziało, zawsze będzie tak samo przerażająco brzmieć.
– Zazwyczaj tego nie robią – zaczął, wzrok miał utkwiony w podłodze. – Bo Anioły w zetknięciu z grzechami cierpią, doprowadza je to do szaleństwa. Z półaniołami nie jest aż tak źle, ale też cierpią, gdy przekroczą próg Piekła – odpowiedział. Nie odważył się spojrzeć siostrze w twarz.
Krew odpłynęła Sarze z twarzy. Poczuła jak strzała przerażenia wybija się ponad skalę, przeszywając jej ciało. Zamroziło ją. Wszystko wokół zrobiło się nagle strasznie ciche, nie słyszała nawet własnego oddechu, oddalało się pozostawiając dziewczynę samą w środku pustki. Wpatrywała się w Ksawerego okrągłymi jak monety oczyma. Czuła, że oddech coraz ciężej wydostaje się przez gardło.
– Czyli zabrali mamę do Piekła? – jej cichy głos zadrżał. – J-jak można się tam dostać? – zapytała niepewnie.
Nastała długa chwila ciszy, która przygniatała każdego z osobna. Sara nie prosiła więcej o odpowiedź, ponieważ sama się jej domyślała.
– Nie można tam wejść – sama odpowiedziała na swoje pytanie. – Prawda? – spoglądała na każdego po kolei, ale nikt nie miał w sobie tyle odwagi, aby spojrzeć na nią.
– Nie tyle, że nie można – odezwał się Tristan. – Po prostu jest to bardzo trudne do wykonania – mówił przepraszającym tonem. – Musielibyśmy poprosić, któregoś z Aniołów o otwarcie Wrót Inferno, bo są one zapieczętowane, ale...
– Ale żaden z tych Latających Świętoszków się na to nie zgodzi, bo stanowi to zagrożenie – dokończyła za niego twardo i gniewnie.
Wściekłość powoli ją wypełniała. Czuła uderzające od środka fale gorąca przez co jej żyły wyszły na wierzch, by oddać nadmiar ciepła. Wstała i przeszła kilka kroków, nabrała powietrza i wypuściła je powoli. Serce tłukło się w jej piersi. Myśli galopowały, ale zdążyła się nad czymś przez chwilę zastanowić.
– No dobrze – stanęła przodem do wszystkich. – Powiedzcie mi tylko dlaczego ci Damnaci chodzą sobie po świecie skoro te całe Wrota są zapieczętowane? Jakoś muszą się przemieszczać z jednego do drugiego świata – gestykulowała nerwowo. Miała wrażenie, że za chwilę eksploduje.
– Tak – odparł Maks. – Ale oni nie przechodzą bezpośrednio przez Wrota – spojrzał na nią. – To głównie dzięki tym bransoletom, które noszą – wyjaśnił. Miał spokojny ton; nie chciał, aby znów płakała lub wybuchła. – Nie wiemy dokładnie jak to działa, czy przechodzą dzięki nim przez wyrwy w wymiarach, czy kumulują energię, której potrzebują do przeniesienia się…
– Z tego co mówisz wynika, że musimy dorwać jakiegoś Damnata, który łaskawie przeniesie nas do Piekła – mięśnie jej twarzy napięły się w powstrzymywanej złości.
Wściekłość jaka się w niej kumulowała zaskakiwała ją samą. Nie czuła się sobą. To, co się działo w jej wnętrzu przypominało płomień rozpaczliwej bezradności i złości, który ciągle podsycany był przez niewidzialną siłę, przemieniając się we wściekłość, a nawet i coś więcej – wściekłość pozbawioną innych uczuć.
– To nie jest takie proste – Malwina przeczesała ręką włosy. – Kilka razy próbowaliśmy się przenieść za pomocą ich bransolet, ale nie udało się – mówiła z rozczarowaniem w głosie. – Szatańskie wynalazki nie działają na korzyść strony przeciwnej. Niestety – wyjaśniła z gniewną ironią w głosie, rozkładając ręce.
Wszyscy patrzeli na dziewczynę, jak jej twarz przybiera barwę szkarłatu, jak powstrzymuje wybuch złości. Żadne z nich nie chciałoby być na jej miejscu. Nie chcieliby czuć takiego przerażenia, ani niczego innego co czuła. Owszem, bali się, byli przerażeni, ale z pewnością nie w takim stopniu, jak Sara.
– To jak mamy ją do cholery znaleźć?! – krzyknęła i momentalnie szklane kurtyny zasłoniły jej oczy. Nie chcę iść do Piekła, ale chcę odzyskać mamę z powrotem… – biła się z myślami.
Jej oczy zrobiły się szkliste, ale nie poleciała z nich żadna łza.
Ksawery podszedł do siostry i złapał ją za ramiona, trochę zbyt mocno. Spojrzała na niego z lekkim przestrachem na czerwonej, zapłakanej twarzy. Zamierzał na nią nakrzyczeć?
– Znajdziemy mamę – przysiągł stalowym głosem. – Przeszukamy te domy, zrobimy wszystko co się da – zapewnił. Zacisnął szczękę.
Był zły na Sarę. Starał się ją zrozumieć, starał się być dla niej wyrozumiały, ale ona sama powinna wiedzieć, że nawet dla nich nic nie jest teraz łatwe i sami mało co rozumieją, że muszą odnaleźć mamę i jednocześnie ukrywać Sarę. Nie podobał mu się jej wybuch złości. Oczekiwała od nich zrozumienia dla niej samej, a on tego samego od niej. I niech nawet nie myśli, że gdziekolwiek z nimi pójdzie. Jeśli będzie trzeba sami przeniosą się do Piekła, bez niej.
Jego słowa ani trochę nie ukoiły nerwów dziewczyny. Nie patrzyła bratu w twarz. Była przekonana, że zobaczy w jego oczach niepewność. Ale oprócz tego, jego oczy wypełnione były gniewem, czego nie mogła się spodziewać.
– Na razie proszę, weź to – sięgnął ręką do kieszeni spodni i wyjął z niej naszyjnik. – Znaleźliśmy go w tamtym wymiarze. Jeden ze Strąconych go miał. Zapłacili nim za jakiś towar – wyjaśnił, widząc jej pytającą minę. – Weź go i myśl o mamie.
Dziewczyna jednak nie zważała na słowa Ksawerego. Im dłużej wpatrywała się w naszyjnik tym bardziej jej wzrok rozmazywał się poprzez nawarstwiające się łzy.
– Jak myślenie o niej pomoże nam ją znaleźć?! – krzyknęła wyrywając bratu naszyjnik z ręki. – Jak możecie być tak spokojni w takiej sytuacji?! Jak mamy wydostać mamę skoro ani dobro, ani zło nam nie pomoże?! Ten naszyjnik to może być jedyna rzecz jaka nam po niej została! – wyrwała się z jego uścisku.
– Sara!
Zalana łzami wybiegła z salonu do swojego pokoju. Wbiegła po schodach przeskakując po dwa stopnie. Szarpnęła za klamkę wchodząc do pomieszczenia i usiadła na łóżku, szlochając. Łzy wciąż płynęły po jej twarzy. Wpatrywała się przez chwilę w naszyjnik zwisający z jej dłoni, po czym zapięła go na szyi. Zawisł tuż nad rzemykiem ze srebrnym kluczykiem, który podarowali jej bracia dwa lata temu na urodziny. Ułożyła głowę na kolanach, otuliła się rękoma odgradzając się od wszystkiego wokół. Nie rozumiała jak oni mogli zachowywać tak stoicki spokój ducha w tej chwili. Nie pojmowała tego. Nie mogła pojąć. A może to ona za bardzo panikowała? Oni wiedzieli o wiele więcej, więc może wiedzą, że nie mają powodów do paniki?
Nie wiedziała.
Co chwila wybuchała płaczem, gniewem. Zdawała sobie sprawę ze swojego zachowania, że jej braciom jest ciężko na sercach przez to, ale istnieje ryzyko, że już więcej nie zobaczy mamy. Oprócz tego ściga ją Piekło, a do tego jest jakimś cholernym półaniołem... i nie rozumie niczego co ją teraz otacza. A najstarszy brat karze jej myśleć o mamie. Jakby cały czas tego nie robiła! Od kilku godzin niczego innego nie robi.
Wściekłość była już niemal oczyszczona z innych uczuć. Nawet strach usunął się w cień.
– Co się dzieje?! – nadal płakała. – AAA!!! – Ryknęła rozpaczliwie zrywając poduszkę z łóżka i rzuciła nią z jak największą siłą o ścianę. Gdy cofała rękę, by z powrotem otulić się ramionami, zamarła z kamienną maską szoku na twarzy.

Siedzieli na dole w ciszy, która ciążyła im na barkach niczym kilka ton betonowego smutku. Każdy chciał coś powiedzieć, ale nikt nie wiedział co.
– Musi się z tym po prostu oswoić, dajcie jej czas – odezwał się w końcu Tristan próbując usprawiedliwić jej zachowanie, chociaż w rzeczywistości chciał iść do niej i jakoś ją pocieszyć. Choćby milczeniem.
Minęło kilka sekund od jego słów, kiedy usłyszeli przeraźliwy krzyk. Zerwali się z miejsc i w jednej krótkiej chwili wparowali do pokoju dziewczyny.
Widok jaki ujrzeli sprawił, że zastygli w miejscach z rozchylonymi ustami i rozszerzonymi do granic możliwości oczami.

~*~
Tak sobie ostatnio rysowałam coś odnośnie kłamstw oraz prawdy i wyszło coś takiego. Uznałam, że wstawię to jako grafikę do rozdziału, ponieważ nieco pasuje do jego treści.
Mówi się, że prawda jest zawsze lepsza od kłamstw lub sekretów i ja się z tym zgadzam, ale dość często prawda ta jest bolesna, przerażająca, sprawia cierpienie.

„Wynurzona z kłamstw”