piątek, 21 września 2018

Rozdział 7 cz.1

Pragnienie przetrwania siłą działań
W poprzednim rozdziale:

W cz.1
Sara, bojąc się zostać sama, siedziała w salonie z bratem i Tristanem, którzy opowiadali jej o Sakralny Świecie. Opowiedzieli jej o upadłych Aniołach, którzy stają się Strąconymi, o upadłych Aniołach Stróżach i procesie jaki zachodzi od upadku po wyznaczenie nowego Stróża. Sara dowiedziała się również, dlaczego Refaim nie mają swoich Aniołów Stróżów; sami są w połowie Aniołami, mają Sanktuarium chroniące ich przed Damnatami i demonami, potrafią je zwalczać, ludzie natomiast są całkowicie bezsilni wobec nich.
Wrócili Ksawery z Malwiną i opowiedzieli, że nic ciekawego nie znaleźli. Dowiedzieli się jedynie, że mogą trzymać Ewę w jednej z kryjówek Damnatów, która może być ukryta wśród ludzkich mieszkań. Malwina postanowiła, że przeszukają każdy z adresów, jakie znaleźli, na co Maks się zdenerwował, mówiąc, że jeśli przyjdą do pierwszego to mogą ją przenieść do drugiego, lub w ogóle, gdzieś indziej. Nie mieli jednak innego wyjścia, jak powiedziała Malwina. Maks zasugerował, że mogą nawet przenieść ją do… i  w tym momencie Ksawery mu przerwał ostrym tonem, mówiąc, że wie, ale nie mogą nic innego zrobić. Sara słysząc, że po raz drugi (pierwszy raz w R4cz.2) Ksawery przerywa bratu w tym momencie, domyśliła się, że nie chcą jej o czymś powiedzieć i zdenerwowała się. Zapytała, więc gdzie, a po dłuższej chwili dowiedziała się, że ich mama może być w Piekle. Po chwili szoku i przerażenia zapytała jak można tam wejść i dowiedziała się, że nie można, ponieważ Wrota Inferno są zapieczętowane, a żaden z Aniołów nie pozwoli ich otworzyć. Zapytała też, dlaczego Damnaci chodzą po świecie skoro Wrota są zamknięte, a Malwina powiedziała, że dzięki bransoletom, ale sami nie mogą ich użyć, ponieważ nie działają – Szatańskie wynalazki nie działają na korzyść strony przeciwnej. Niestety. Zrozpaczona Sara nie wytrzymała i wybuchła – To jak mamy ją do cholery znaleźć?! Ksawery podszedł do niej i zapewnił, że znajdą mamę. Ale w środku był strasznie zły na siostrę, m.in. dlatego, że tak wybuchła, ale chciał, aby była bardziej wyrozumiała dla nich, bo sami mało co rozumieją. Dał jej naszyjnik Ewy i kazał jej go wziąć, żeby myślała o mamie. Ona zaszokowana widokiem naszyjnika rozpłakała się bardziej i wyrwała go z ręki brata. Wykrzyknęła – jak myślenie o niej pomoże nam ją znaleźć?! Zarzuciła im jeszcze, że są zbyt spokojni w tej sytuacji i zalana łzami pobiega do swojego pokoju. Zapięła naszyjnik i rzuciła poduszką. Później ujrzała coś przerażającego.
Wszyscy, oprócz Sary siedzieli na dole, Tristan próbował usprawiedliwić Sarę, prosząc ich, aby dali jej czas. Sekundę później usłyszeli przeraźliwy krzyk dziewczyny i pognali do jej pokoju. Zamarli z przerażenie na widok, który ujrzeli.

W cz.2
Po wejściu do pokoju Sary ujrzeli przerażoną dziewczynę otoczoną białym ogniem, co więcej ona sama spowita była w ogniu, jak i całe pomieszczenie. Gorączkowo szukali rozwiązania, ale nikt z nich nie miał pojęcia, co to jest za zjawisko. Nawet dla Refaim było ono nadnaturalne. Ksawery spróbował podejść do siostry i wyciągnąć ją z płomieni, ale po tym, jak zbliżył dłoń do Sary płomienie ją otaczające podskoczyły w górę i pozostawiły ślad na jego przegubie, jak po oparzeniu. Sara gwałtownie cofnęła się w tył i skuliła pod regałem z książkami; nie chciała, aby ktoś przez nią zginął.
Podczas próby podejścia do Sary Ksawery zauważył, że jej tęczówki zmieniły kolor n szkarłat.
Ogień nie pozwalał, aby ktokolwiek zbliżył się do dziewczyny. Malwina wpadła, więc na pomysł, żeby Sara sama do nich przyszła, co okazało się skuteczną ideą. Wszyscy stanęli w kręgu płomieni, a te nie reagowały agresywnie. Chwilę później śnieżne płomienie zaczęły pełznąć ku źródle, jakim był krąg otaczający Sarę. Później płomienie pokryły dziewczynę, jak druga skóra i wchłonęły się w nią.
Malwina, obserwator z natury, po zadaniu pytania o odczucia dziewczyny, domyślała się, że zachowanie płomieni jest zależne od emocji Sary.
Ksawery pocieszył siostrę, po raz enty zapewnił, że znajdą mamę oraz rozwiązanie i zaproponował, aby odpoczęła. Wszyscy wyszli z pokoju, a Sara ułożyła się na łóżku.

W cz.3
Po wszystkim, wszyscy wyszli z pokoju Sary i zeszli do salonu. Ksawerego męczyły potworne myśli, czy Sara to wciąż jego siostra.
Joanna siedziała przy nieprzytomnym mężu. Anioł prosił ją, aby w końcu opuściła Lecznicę i pojechała do domu odpocząć. Kobieta zgodziła się niechętnie i wyszła z budynku. Kiedy przeszła przez Barierę jej komórka zaczęła nieprzyjemnie brzęczeć od powiadomień systemowych. Na ekranie widniała długa lista nieodebranych połączeń od Ewy i jej synów. Zaniepokojona oddzwoniła do Ksawerego, który po króćce powiedział co się stało. Asia nie mogła uwierzyć, że stało się coś, co miała nadzieję, że nigdy nie nastąpi.

Końcówka poprzedniego rozdziału:

– Nie sądziłam, że tak szybko ją znajdą...
– Wiesz coś – stwierdził.
– Tyle samo co Ewa – odpowiedziała. – Jak przyjadę to wszystko wam wyjaśnię – obiecała.
– Okay. Czekamy na ciebie.
Rozłączyła się i wsadziła komórkę do torebki.
Poczuła jak łzy ponownie ściekają zaschniętymi śladami po twarzy.

~*~

Joanna jechała do domu Tristana prawie godzinę samochodem. Słońce postanowiło dziś nie wychodzić spoza kłębiastych chmur. Stanęła przed drzwiami i nadusiła dzwonek. Usłyszała cichą melodyjkę i odgłos kroków niemal w tym samym momencie.
– Cześć ciociu – Ksawery z ulgą spojrzał na chrzestną i mocno ją uściskał. – Wejdź. Sara jeszcze śpi. Chcesz kawy? – zapytał widząc jej zmęczoną twarz.
Usiedli na kanapie w salonie obok Maksa.
– Nie, nie. Mówcie co się stało dokładnie.
Nastąpiła chwila ciszy.
– W sumie mieliśmy nadzieję, że ty nam opowiesz…
Westchnęła.
No tak. To o czym mieli jej opowiedzieć już wiedziała. Teraz nadeszła jej kolej na opowieść.
– Mamę wczoraj porwali – odezwał się młodszy brat. – Sara… Sara wczoraj w nocy płonęła… Polują na nią Damnaci, cholera wie, dlaczego.
Asia nie wyglądała na zaskoczoną słowami chrześniaka. Jedynie lekko zaskoczyła ją informacja o płonącej Sarze, jednak w pewnym sensie spodziewała się tego typu wieści o dziwnych rzeczach, jakie mogły się z nią dziać.
– Czemu w ogóle nie poszliście do Wieży? – w jej głosie brzmiała matczyna surowość, a na twarzy malowała się mieszanka złości i strachu.
– Sara nie mogła przejść przez barierę – odparł Maks po chwili jednym tchem.
– Co?! – oczy Asi rozszerzyły się do granic, a z twarzy odpłynął kolor.
Poczuła jak ochronna bańka pęka, raniąc ją swoimi odłamkami. Jedyne miejsce, które mogło być dla nich skutecznym schronieniem przed piekłem, które dawało im jakąkolwiek szansę na przetrwanie i zwycięstwo, stało się nieosiągalne. Zostali zdani na siebie w świecie, w którym nie mieli jak się bronić, gdzie zewsząd mogli ich dopaść. Byli jak chodząca tarcza na strzelnicy…
– Nie mam pojęcia dlaczego, ale Bariera zachowała się zupełnie tak jakby miała do czynienia z Damnatem albo człowiekiem – wytłumaczył. –  Myślałem, że ty będziesz wiedziała przez co to się stało, ale jak widać myliłem się – rzekł z rozczarowaniem. Przetarł dłońmi zmęczoną twarz. –  W ogóle jak wujek się czuje? –  zapytał chyba głównie dlatego, aby zmienić ten dramatyczny temat i nie narazić się na kolejne rozczarowania.
Joanna zacisnęła powieki, aby powstrzymać łzy. Choć i tak niewiele ich pozostało, niemal wszystkie wypłakała.
– Nie za dobrze – głos jej drżał. – Został niemal zmasakrowany, do tego opętany przez Grzeszną Duszę... –  nie miała siły dalej o tym mówić. –  Ale jest pod dobrą opieką – uśmiechnęła się lekko, ale jakby z nutą wątpliwości. Jednak mimo wszystko miała nadzieję.
– Nie myśl o najgorszym ciociu, na pewno niedługo dojdzie do siebie – posłał chrzestnej szczery uśmiech. – To nie pierwsza jego misja. Z każdej wracał.
– My już pojedziemy – Ksawery zwrócił się do Maksa. – Czekaliśmy, aż przyjedziesz ciociu, a skoro już jesteś to będziemy się zbierać, nie ma czasu do stracenia – rzekł dziarsko, co oznaczało, że jest bardzo zdenerwowany.
– Tak – Maks skinął głową. – Jedziemy do Wieży po broń. Mamy kilka adresów domów, gdzie mogliby przetrzymywać mamę i chcemy jak najszybciej je sprawdzić – wyjaśnił nim zdążyła zapytać o powód wycieczki.
– Jedzcie, jedzcie. Ja wytłumaczę Sarze wszystko – przyrzekła. – A przynajmniej to, co wiem… I uważajcie na siebie. Może niech ktoś jeszcze z wami pojedzie?
– Nie – zaprzeczył szybko i stanowczo. – W Wieży jest bezpiecznie, więc wolałbym, aby więcej osób było w pobliżu Sary na wszelki wypadek. I tak sądzę, że spokojnie mógłby sam jechać.
– Nie przesadzaj, stary – młodszy brat położył mu dłoń na ramieniu. – Na wszelki wypadek – zaakcentował – jadę z tobą.
– Uważajcie na siebie – powtórzyła.
Bracia skinęli głowami i opuścili mieszkanie. Wsiedli do czarnego Volkswagena Ksawerego.
– Powiedziałem im, że Sara to nasza kuzynka, myślą, że jest człowiekiem adoptowanym przez naszą ciotkę – powiedział Maks, by jego brat nie przedstawił innej wersji.
– Na pewno niczego nie podejrzewają? – spojrzał na niego z ukosa.
– Na pewno. Gdyby tak było nie wypuściliby nas stamtąd przecież – odparł Maks powstrzymując się przed przewróceniem oczami.
Brunet nic nie odpowiedział i włączył silnik.
 

– Maluma, Tenebri – zawołał. Echo rozeszło się po sali.
Dziewczyny zjawiły się po chwili przed jego obliczem.
– Tak, panie? –  zapytała wyższa o blond włosach.
– Macie jeszcze jedno zadanie do wykonania – oznajmił nie patrząc na nie. Wzrok utkwiony miał w wielkim malowidle powieszonym tuż pod sufitem, które zajmowało niemal całą ścianę.
– Słuchamy – odpowiadały pokornie.
– Znajdźcie dwóch Stróżów, ale nie pozbawiajcie ich duszy podopiecznych – rozkazał. –  Sprowadźcie ich do Wymiaru Strąconych. Nie chcę by mi tutaj oszaleli z cierpienia – zachichotał krótko basowym głosem.
– Czy to mają być jacyś konkretni Aniołowie? –  zapytała rudowłosa Tenebri.
– Moje wybory nigdy nie są losowe. –  Obrócił się do nich z uniesionym kącikiem ust.
Jego podwładne pozwoliły sobie na lisie uśmiechy.
– Zabieramy się do pracy, panie – poinformowały chórem.
– Poprzednim razem się na was nie zawiodłem – uśmiechnął się diabelsko, co jeszcze bardziej podkreśliło mroczną duszę mężczyzny i czerwień oczu. Cała jego postać była uosobieniem mroku. – Jestem przekonany, że i tym razem spiszecie się na medal. A później spełnię daną wam obietnicę – przymrużył oczy.
Tenebri mogłaby przysiąc, że jego czerwona tęczówka błysnęła.
– Nie zawiedziemy cię – skłoniły głowy i opuściły salę.
Mężczyzna po raz kolejny spojrzał na obraz.
Przedstawiał on majestatycznego anioła o rozpostartych popielatych skrzydłach. Stał na wysokim wzgórzu u podnóża, którego przeplatały się stosy ciał, a spomiędzy nich wyrastały zakrwawione biało-szare skrzydła. W ręku trzymał obsydianowy miecz. Za nim wznosił się wielki stwór, jego ciało było tak ogromne, że nie mieściło się w granicach płótna. Paszcza potwora była rozwarta, a w jej wnętrzu znajdowały się stosy ludzkich ciał.
– Już niedługo – szepnął niesamowicie delikatnym, rozmarzonym głosem.
Wpatrywał się w dzieło i widział w nim swoją przyszłość. Okazja czyni człowieka, myślał, a tym bardziej upadłego sługę nieba. Cierpliwość. Przez tyle tysiącleci trzymał się jej, by w końcu spełnił się jego plan, a teraz im bliżej było do ostatecznego etapu działań, tym bardziej czas się wydłużał. Z każdą godziną był coraz bardziej niespokojny, bo wiedział, że nie tylko on zamierza schwytać Dusze Anioła. Myśl, że ktoś jeszcze chce ją przechwycić, by wykorzystać do swoich celów napawała go niepokojem i ciągłym zdenerwowaniem. Pośpiech i stres są najgorszym wrogiem, miał tego świadomość, ale czas. Gnał niemiłosiernie do przodu, nie stał w miejscu, nie cofał się, a chciałby, aby wskazówki zawróciły. Pragnął znów znaleźć się w dniu narodzin Sary. Naprawić błąd swojego najlojalniejszego podannego, przez który nie udało mu się jeszcze jej dopaść. Szesnaście lat i dziewięć miesięcy. Sam nie dowierzał ile czasu udało mu się wytrzymać goniąc za tym, czego wtedy nie zdobył. Cierpliwie wszystko organizował, szukał jakichkolwiek śladów i oto Pan piekła nagrodził go, pozwalając na odnalezienie Duszy Anioła.
Kiedyś zawzięcie planował jak na powrót wrócić na obłoki nieba, ale nie po to, by znów być sługą. Później, po tysiącach lat od jego upadku nadarzyła się niezwykła okazja, która nie powtórzy się po raz drugi. Musi z niej skorzystać, za wszelką cenę, inaczej będzie gnił za Wrotami przez resztę swojej wieczności. Albo do momentu, kiedy Ziemia nie rozpadnie się pod ludzką wolą.
 
Dziewczyny weszły do przestronnej sali rozświetlonej pochodniami, gdzie znajdował się różnego rodzaju oręż, nie tylko biały. Wszelka broń palna ułożona była na prostokątnych stolikach ustawionych przy ścianie, a sztylety, miecze i tym podobne zawieszone były na ścianach, niektóre zanurzone w gęstych płynach, które emitowały lekko białawy blask.
Maluma podeszła do jednej z przeźroczystych, szklanych skrzyń przypominających podłużne akwaria i zanurzyła w niej dłoń. Syknęła w chwili, kiedy jej skóra dotknęła płynu, ale mimo bólu sięgnęła po zanurzony w nim miecz.
Klinga ostrza ociekała substancją i pochłaniała jej blask przez co złoto, z którego została wykonana zdawało się mieć nieco jaśniejszy odcień. Rękojeść owinięta czarną skórą zapewniała lepszy uchwyt; gwarantowała, że miecz nie wyśliźnie się z dłoni podczas najbardziej zaciętych walk.
– Cudny – skomentowała lakonicznie Tenebri.
– Wiem. A jeszcze wspanialszy będzie jego widok, kiedy usmarujemy go krwią Stróżów – odparła rozmarzonym głosem z uśmiechem zadowolenia. –  Idź po swój – kiwnęła głową w prawo. –  Jeden nam nie wystarczy.
Tenebri podeszła do kolejnej szklanej skrzyni i zrobiła to co jej poprzedniczka.
– Ałł! –  krzyknęła w momencie zetknięcia skóry z płynem. –  Nigdy się nie przyzwyczaję.
Wyciągnęła ostrze z wnętrza pojemnika, wyglądało identycznie jak to, które dzierżyła Maluma. Zachwycał ją blask złota i refleksy białego światła na czarnej skórze.
Dziewczyny wzięły brązowe, skórzane pokrowce na broń z jednej z szaf i przewiesiły je sobie przez ramie. Wsunęły w nie miecze.
– Ruszamy – rozkazała blondynka.
Stanęły naprzeciwko siebie i złapały się za ręce po czym zamknęły oczy. Ogień zakołował wokół nich i wystrzelił białą kolumną w górę. Gdy ostatnie ślady płomieni zniknęły, dziewczyny również.
Nie potrzebowały bransolet z bursztynowym kamieniem, by się przenieść.
Jeszcze.
Maluma i Tenebri pojawiły się wewnątrz mieszkania podopiecznej jednego z dwóch Stróżów, których miały schwytać. Nie dbały oto czy dziewczyna zauważy nienaturalne wtargnięcie do domu dwóch anielic, ponieważ pozbawienie jej jednego wspomnienia nie było szczególnie trudne dla nich. Liczyło się jedynie wykonanie zadania i nagroda.
Nastolatka, jak każdej wakacyjnej nocy, siedziała na łóżku z laptopem na kolanach. Mimo, że dochodziła czwarta nad ranem nie czuła chęci snu. Drzwi jej pokoju były otwarte na oścież, więc nie mogła nie zauważyć, że pokuj naprzeciwko rozświetlił się łuną jasnego światła, które na sekundę zalało pomieszczenie do tego stopnia, że nie można było niczego w nim dostrzec. Zerwała się z miejsca zrzucając komputer na łóżko. Nie miała najmniejszego pojęcia co mogło wywołać tak oślepiające światło. Przez myśl jej przeszło, że być może instalacja elektryczna się spaliła i wybuchnął pożar.
W momencie, gdy wpadła do pokoju zamarła z osłupienia. Dwie białe, uskrzydlone postaci stały w salonie patrząc na nią, uśmiechając się. A przynajmniej zdawało się jej, że na nią patrzą, gdyż oczy stworzeń były przeźroczyste niczym krople deszczu.
– Co tu robicie?! –  dobiegł zza jej pleców potężny, basowy głos. –  I to w tej postaci! –  był wyraźnie wściekły.
Dziewczyna obróciła się gwałtownie za siebie i omal nie upadła widząc drugą identyczną istotę za sobą.
– Co tu się dzieje? –  pisnęła, jej dolna warga drżała z przerażenia.
Spojrzenie utkwione miała w twarzy anioła, chciała zamrugać, odwrócić wzrok, ale nie mogła. Nie wiedziała co mogłoby się wówczas stać. Przerażenie ją sparaliżowało.
Maluma i Tenebri stały ze spokojem czekając, aż Stróż wykona swoje zadanie, by wreszcie go schwytać. Nie musiały się spieszyć, ważne było, że pojmą Anioła.
– Nic czym powinnaś się martwić moje dziecko – odparł łagodnym, wręcz melodyjnym głosem, kładąc jej dłoń na ramieniu. –  Popatrz w moje oczy... –  rzekł hipnotycznym tonem.
Szklane oczy anioła rozjaśniły się, jakby pochłaniały skądś światło. Dziewczyna ujrzała w nich odbicie tego co sama widziała chwilę wcześniej. Jej powieki opadły powoli jak kurtyna, zasłaniając wzrok, by nie mógł już zapisać w jej wspomnieniach więcej z tego co się wówczas działo.
– Połóż się – szepnął miękko.
Nastolatka posłuchała prośby i z zamkniętymi oczyma udała się do swojego pokoju.
– Mówcie co się stało, że ukazałyście się człowiekowi – rozkazał ostrym tonem.
– Zeszłam ze ścieżki Nieba... –  odpowiedziała Maluma smutnym głosem i pochyliła głowę w geście potępienia.
Powoli zaczęła zmieniać swą formę na ludzką. Anioł nie zwrócił na to uwagi, gdyż w zwyczaju ich rasy było opuścić anielską postać przyznając się do grzechu. Nie pojmował jedynie dlaczego akurat jemu uznały za konieczne wyznanie tego. I dlaczego zrobiły to w tak niestosownym momencie. Wściekłość wrzała w nim.
– Nie rozumiem...
– Zrozumiesz – odparła Tenebri.
– Ale nie żałuje, że to uczyniłam! –  zaśmiała się psychodelicznie.
Maluma zmaterializowała się przed Stróżem i szybkim ruchem ręki rozcięła jego pierś złotym ostrzem, którego blask przeciął przestrzeń między nimi. Później zadała drugi cios tworząc krwawy X na torsie Anioła. Anielica wykonała tak nagły ruch, że anioł nie zdążył nawet zareagować. Opadł na kolana, odczuwając uderzający falami ból. Po jego bladej, białej skórze zaczęła spływać cienkimi stróżkami czarna ciecz.
– Upadniecie... –  szepnął i spojrzał z dołu na twarze anielic, klęcząc.
Trucizna w jakiej zanurzony był miecz w sali z bronią sprawiała ogromne cierpienie aniołowi i nie pozwalała mu zmienić swojej formy na niematerialny byt.
– Jakoś specjalnie nas nie obchodzi, że znajdziemy się poza Niebieskimi Bramami – oświadczyła z obojętnością Tenebri.
– Teraz nie... –  jego głos zdradzał, że cierpi katusze. –  Lecz minie trochę czasu, nie dużo, jak zrozumiecie swój błąd. Tak jak pragnęłyście przejść do Czerwonego Królestwa tak po pewnym czasie zaczniecie żałować podjętej decyzji. Zaczniecie chcieć znów ujrzeć Niebieskie Królestwo – mówił to z pewnością siebie nie mając żadnych wątpliwości co do wypowiadanych słów. –  Nie jesteście pierwszymi i zapewne nie ostatnimi, którzy zdecydowali się odejść od Niego do niego...
Zacisnął trzymaną przy ranie dłoń w pięść, czując nagłe nasilenie boleści.
– Za późno na kazania, podjęłyśmy decyzję – oznajmiła zirytowana blondynka.
– To nie nam przysługuje wolna wola... –  wymówił ostatkiem sił.
Maluma i Tenebri nie zwróciły szczególnej uwagi na słowa swojego brata. Blondynka, która była wówczas w człowieczej postaci spojrzała z niesmakiem na swój miecz. Został poważnie wyszczerbiony, a na złotym  ostrzu widniały czarne, wżarte plamy. Schowała go w futerał. Obie uklękły przy cierpiącym aniele po czym dotknęły dłońmi jego ramion. Złączyły swoje palce opuszkami, zamykając oczy. Znów zakołował wokół nich ogień białą spiralą i wystrzelił kolumną w górę nie zostawiając żadnego śladu po trójce Aniołów.