piątek, 26 stycznia 2018

Rozdział 6 cz.3


Omen
W poprzedniej części:

Po wejściu do pokoju Sary ujrzeli przerażoną dziewczynę otoczoną białym ogniem, co więcej ona sama spowita była w ogniu, jak i całe pomieszczenie. Gorączkowo szukali rozwiązania, ale nikt z nich nie miał pojęcia, co to jest za zjawisko. Nawet dla Refaim było ono nadnaturalne. Ksawery spróbował podejść do siostry i wyciągnąć ją z płomieni, ale po tym, jak zbliżył dłoń do Sary płomienie ją otaczające podskoczyły w górę i pozostawiły ślad na jego przegubie, jak po oparzeniu. Sara gwałtownie cofnęła się w tył i skuliła pod regałem z książkami; nie chciała, aby ktoś przez nią zginął.
Podczas próby podejścia do Sary Ksawery zauważył, że jej tęczówki zmieniły kolor n szkarłat.
Ogień nie pozwalał, aby ktokolwiek zbliżył się do dziewczyny. Malwina wpadła, więc na pomysł, żeby Sara sama do nich przyszła, co okazało się skuteczną ideą. Wszyscy stanęli w kręgu płomieni, a te nie reagowały agresywnie. Chwilę później śnieżne płomienie zaczęły pełznąć ku źródle, jakim był krąg otaczający Sarę. Później płomienie pokryły dziewczynę, jak druga skóra i wchłonęły się w nią.
Malwina, obserwator z natury, po zadaniu pytania o odczucia dziewczyny, domyślała się, że zachowanie płomieni jest zależne od emocji Sary.
Ksawery pocieszył siostrę, po raz enty zapewnił, że znajdą mamę oraz rozwiązanie i zaproponował, aby odpoczęła. Wszyscy wyszli z pokoju, a Sara ułożyła się na łóżku.

Końcówka poprzedniej części:

Sara ułożyła się skulona na boku i wpatrywała w czarną noc za oknem. Przez lufcik dostawał się wiatr, który poruszał firankę niby duch. Dziewczyna miała w głowie wir, który mieszał wszystko ze sobą, myśli i wspomnienia, dawne i te całkiem świeże. Wiele rzeczy z przeszłości, których nie rozumiała znalazło teraz swoje wytłumaczenie. A sama Sara odczuła, jakby znalazła ostatni element olbrzymich puzzli jej życia, mimo że wcześniej nie wiedziała, że go brakuje.

Ksawery zamknął drzwi i zszedł z pozostałymi do salonu.
Pamiętał wszystko co się działo siedemnaście lat temu, każde słowo, które tamten Damnat wypowiedział, chcąc porwać Sarę, i to co tłumaczyła mu matka. Nie pojmował jedynie dlaczego tak usilnie chciał ją zabrać, aż do teraz. ,,Jeszcze nie wiecie na kogo wyrośnie wasza córka, więc lepiej będzie jeśli mi ją teraz oddacie”, słowa Damnata rozbrzmiały w umyśle Ksawerego. Jakaś moc, przekleństwo, może i klątwa, cholera wie co, ale coś drzemie w jego siostrze, co budzi się do życia. A najgorsze jest to, że nikt nie ma pojęcia z czym w ogóle mają do czynienia.
Męczyły go również niepokojące myśli, czy to nadal jego siostra.
Nikt nic nie mówił, nie było takiej potrzeby. Zresztą, co mieli mówić? „To było przerażające”, „trzeba szybko coś zrobić”, „musimy jak najszybciej odnaleźć mamę”? I bez zbędnej gadki było to wiadome.
– Idziemy się położyć, rano musimy działać.
– Na górze macie pokoje do dyspozycji, obok Sary – poinformował brunet.
– Dzięki. Chcieliśmy wrócić do naszego mieszkania, ale boję się, że jeśli znaleźli dom mamy i prawdopodobnie ciotki to nasz też…
– Spokojnie. Możecie siedzieć tutaj tyle ile potrzebujecie – zapewnił. – Póki co to chyba jedyne, bezpieczne miejsce.
– Póki co – powtórzył beznamiętnie Ksawery; był pewien, że tutaj też ich znajdą prędzej, czy później. – Dobranoc.
– Dobranoc – odpowiedzieli i odprowadzili ich wzrokiem na górę.
– Ogarnę te naczynia i też pójdę się położyć – oznajmił Tristan.
Maks skinął głową i obserwował, jak w milczeniu składa talerzyki, a na nich układa szklanki. Sam zaś wziął bluzę siostry i zaniósł do jej pokoju.
Kobieta siedziała przy bezwładnym ciele męża. Łzy, które już dawno wyschły pozostawiły po sobie ślad w postaci zaczerwienionych oczu. Trzymała go za rękę i głaskała ją kciukiem, modląc się w duchu, by przeżył.
Wpatrywała się w krajobraz widoczny za wielkim, łukowym oknem. Szare chmury kłębiły się na niebie, nie pozwalając, by wyjrzało zza nich słońce. Wiatr poruszał liśćmi drzew. Całokształt zapowiadał, że dzisiejszy dzień będzie szary i najprawdopodobniej burzowy.
Wnętrze pomieszczenia było sterylne, ściany miały jasny odcień zieleni. W środku znajdowały się dwa łóżka, jedno puste, mały stolik pod ścianą z oknem, po którego obu bokach stały dwa krzesełka oraz maszyny, których zadaniem było non stop mierzyć życiowe parametry Piotra.
– Proszę, wrócić do domu – niski, basowy głos Anioła zabrzmiał nieco rozkazująco. – Piotr jest pod najlepszą opieką – zapewnił. – Wręcz anielską, że sobie zażartuję – uśmiechnął się lekko.
– Wiem – odpowiedziała. – Ale jeśli coś się pogorszy... –  ręce się jej zatrzęsły, a głos załamał. –  Chcę być przy nim.
– Rozumiem, ale zapewniam, że twoje przemęczanie się i przesiadywanie tu kolejnych godzin nie pomoże mu wyzdrowieć. Sądzę, że wolałby, abyś wróciła do domu i tam go oczekiwała, niż siedziała tu i obserwowała jak słońce porusza się po widnokręgu. Widziałaś jego zachód i wschód. Chcesz doczekać kolejnego zachodu? – zapytał tonem, który coś sugerował. – Nie będę wpajał w twój umysł kłamstw. Szansa, że on przeżyje nie jest stuprocentowa – spoglądał w oczy kobiety swoimi przeźroczystymi, jak krople deszczu.
Drgnęła na te słowa. Widziała jak Piotr omal nie umarł i zapadł w śpiączkę. A teraz Anioł w delikatny sposób pytał jej czy chce ujrzeć śmierć swojego partnera. Nie chciała, by umarł.
– Proszę, idź odpocząć – powtórzył rozkaz.
Wzięła torebkę z krzesła i wstała. Anioł skłonił głowę i oddalił się płynąc w powietrzu, unosiły się za nim białe smugi tworzone przez każde pióro na skrzydłach.
– Trzymaj się kochanie – ucałowała męża w kącik ust i przyłożyła mu ciepłą dłoń do policzka. Poczuła jak jego chłód zamienia się miejscem z ciepłem jej dłoni. – Wrócę jutro.
Wyszła z sali idąc długim, białym korytarzem. Miejsce od wewnątrz wyglądało jak typowy szpital, natomiast z zewnątrz niczym średniowieczny zamek. Pozostawiała za sobą odgłos pracujących maszyn, widok przekrwionych opatrunków Piotra jak i jego samego. Im bardziej się oddalała od męża, tym bardziej pragnęła wrócić i czekać, aż otworzy oczy i spojrzy na nią. Kochała go całym swoim sercem.
Na końcu korytarza znajdowały się kręcone schody, po których zeszła na dół do wyjścia z Lecznicy.
Na dworze panował lekki, letni chłód wczesnego poranka, zapowiadającego pochmurny dzień. Kilka metrów od niej wznosił się kamienny mur ciągnący się jak brama wokół budowli, na którym wyżłobiony został wizerunek Anioła. Kobieta nacięła sobie palec scyzorykiem, który wyjęła z torebki i przyłożyła go do łączeń skrzydeł Anioła nad jego głową. Żłobienia rozświetliły się. Kamienie zaczęły się przesuwać i otworzyły przed nią przejście.
Gdy tylko znalazła się po drugiej stronie usłyszała systemowy dźwięk powiadomień w komórce. Wyciągnęła urządzenie z torby i zobaczyła kilkanaście nieodebranych połączeń. Przewijała listę, którą rozpoczynał numer Ewy, następne należały do Maksa, dwa do Ksawerego. Zmarszczyła brwi i zadzwoniła do chłopaka.
Odebrał po dłuższej chwili.
– Ciociu! – Ksawery niemal krzyknął. Słyszała jak odetchnął z wielką ulgą. – Nic ci nie jest? Gdzie jesteś i czemu nie odbierałaś telefonu? Byłaś u wujka? – pytał raz za razem.
– Spokojnie. Byłam w Lecznicy. Wujek został poturbowany na jednej z wypraw – głos jej zadrżał, starała się nie rozpłakać. – A co się stało, że tyle razy do mnie dzwoniliście?
Czuła rosnący niepokój skręcający jej żołądek.
Minęło kilka długich sekund nim odpowiedział.
– Zaatakowali nas wczoraj i porwali mamę. Jak przyjedziesz to wszystko ci opowiemy, jesteśmy teraz u Tristana na Koralowej – poinformował.
Słysząc tę wiadomość jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
– Nie sądziłam, że tak szybko ją znajdą...
– Wiesz coś – stwierdził.
– Tyle samo co Ewa – odpowiedziała. – Jak przyjadę to wszystko wam wyjaśnię – obiecała.
– Okay. Czekamy na ciebie.
Rozłączyła się i wsadziła komórkę do torebki.
Poczuła jak łzy ponownie ściekają zaschniętymi śladami po twarzy.

~*~
Od razu informuję, że nie mam pojęcia, kiedy dokładnie pojawi się nowy rozdział, ale na pewno się pojawi. Piszę ciągle tę powieść, nie mam zamiaru jej porzucać! Nie zawsze natomiast mam czas na blogowanie… :(
Szkoła, praca, obowiązki. Niekiedy wena opuszcza mnie nawet na miesiąc, czy dwa i zamiast pisać rysuję. Potrzebuję czasami tak długiej przerwy od pisania, bo później siadam do kompa, odpalam MS Word i lecę kilka stron, a przez kilka kolejnych dni to edytuję i udoskonalam.
Także… do następnego rozdziału, albo do komentarza u kogoś ;)

Pozdrawiam serdecznie ^^